Pierwsze spotkanie z najstarszą kobietą w wiosce było krótkie i pouczające. Tu się kochaniutka nie mówi dzień dobry

tylko niech będzie pochwalony. W mieście to może pukają do drzwi ale tu nie – śmiało wchodzi do chałupy, siada na ławie i gada co za jedna i skąd przybywa. I tak się rozpoczęła nasza pierwsza rozmowa sąsiedzka opowiada Halinka. Wyjaśniłam, że właśnie zamieszkałam z rodziną  koło niej, w domu opuszczonym od dziewięciu lat, i na to usłyszałam a to dobrze bo będzie do kogo pójśc, pogadac.

I rzeczywiście odwiedzin było mnóstwo. A opowiadań jeszcze więcej.
 

Jak sąsiadka Bronisława z profesorem filozofii rozmawiała

 

Sąsiadka lubiła do nas przychodzić i ciekawa była gości-„skąd oni so i co oni se myślo” Pewnego dnia siedziała właśnie przy stole w głównej Sali Galerii – Sali spotkań. Gdy wszedł nieznany nam pan ubrany po miejsku. Dzień dobry powiedzieliśmy sobie nawzajem, nie przerywając rozmowy z sąsiadką Bronisławą. ONA zainteresowała się przybyszem i zwróciła się do Halinki-„powie mnie co on za jenen”Tu Halinka zwróciła się do gościa:proszę powiedzieć coś o sobie bo sąsiadka jest ciekawa ludzi Pan usiadł na ławie i uśmiechjąc się powiedział: ja jestem profesorem filozofii, piszę książki i uczę studentów. Na to sąsiadka poprawiła sobie chustkę na głowie i zawołała-„a to śtraśnie  ucony cłowiek ,straśnie ucony” Pan się roześmiał a Bronisława po chwili zapytała zwracając się do Halinki: „ciekawe cy taki ucony cłowiek to on wie po co on zyje?” Pan profesor zakrzyknął-„ świetne pytanie i powtórzył świetne!” i dodał” ja tak od razu nie odpwiem- bo musiałbym książkę napisac albo rok wyładac żeby dojść do pełnej odpowiedzi !”ale może Pani mi odpowie na to pytanie poprosił. „ Ja nie Pani odpowiedziała nasza sąsiadka. To jak mam się zwracać? „Mówi do mnie Beczkowsko! Gośc i my zaśmielismy się szczerze”Pan profesor powiedział – no to może gosposia mi powie po co ona żyje? Sąsiadka znowu poprawiła sobie chustę na głowie, i po chwili powiedziała”ja to tam Panie ZYJE DLA BOGA! Pan profesor ucieszył się  i klasnął w dłonie. PIekna odpowiedz ‘zawołał to ja musze caly rok wykladac żeby dojśc do punktu zbornego a tu od razu taka  piekna odpowiedz !                                                  Wspaniałe! dodał.

Jak sąsiadka Halinkę pouczyła

Pewnego dnia w naszej Galerii Spotkań było kilkunastu turystów- chyba warszawiaków. Sąsiadka Bronisława przysłuchiwała się naszym opowiadaniom o historii i życiu obecnym i jak tu my  emeryci  czas

spędzamy. Nagle wstała i wyszła do przedsionka skąd pokiwała palcem na Halinkę  (dyrektorkę- jak żartujemy- tej domowej Galerii) i głośnym szeptem powiedziała” idzie tu do mnie to jej co powiem…tylko się nie zagniewa” Halinka podeszła do niej i przyrzekła,że się nie zagniewa. „To ja jej powiem: nie gada tyle tym ludziom, bo petorzy i petorzy.  Pozyczy ludziom zdrowia i wsio!” Goście  się zaśmieli i zaraz pierwsza pani próbuje otworzyć drzwi wyjściowe. Ale one się zacięły, więc pyta to jak się u was te drzwi otwierają –do przodu czy dotyłu? A na to nasza sąsiadka wzięła tą turystkę pod łokieć i powiada:” kochaniutka- zapamięta sobie do końca  zycia- na wsi to drzwi, chłopa i pieniądze to do siebie!” Drzwi się otwarły oczywiście „do siebie” i wszyscy goście wybuchnęli śmiechem… Od tego czasu kolejnym gościom opowiadamy ten żart.

Jak sąsiadka Bronisława fasolę łuskała                           Siedzimy sobie z goścmi przed glinianym piecem chlebowym i nagle słyszymy dźwięczny

śpiew z  oddali,. idziemy w kierunku tego śpiewu i w naszej małej wiacie zastajemy sąsiadkę jak przy stole zajęta łuskaniem fasoli podśpiewuje sobie. Chwalimy, ze ładnie śpiewa i pytamy dlaczego? A ona na to powiada ,że tu taaka nuuuuda ,,, Ze przy tym łuskaniu trzeba śpiewacc  dla krótszego czasu.  I wy byście śpiewali przy tym łuskaniu. Zgadzamy się z nią bo choć tu jest pięknie to nawet i bez fasoli człowieka nieraz męczy nuuuda. Często trwa, aż do pojawienia się nowych gości.

 

Jak sąsiadka Bronisława swoich sąsiadów w kuchni nie zastała

Poszła raz nasza sąsiadka do drugich sąsiadów. I potem opowiadała „ wchodzę ja do kuchni daję pochwalonego a tu nic- cisa to idę dalej do pokoju a tam wszystkie siedzą i  ślepiom w telewizor- jakiści serial tam buł”.

 

 

Jak sąsiadka koguta Halince „przedawała”

Pewnego ranka przyszła do nas sąsiadka Bronisława z propozycją: kupcie ode mnie dużego żywego koguta na obiad.  Halinka zaraz zawołała „ Ale ja nie umiem go zabic i przygotować do gotowania.

Ja towszystko  zrobię powiedziała  sąsiadka, przygotuję, że będzie prosto do garnka! Halinka powiedziała ,że nie chce koguta i  i  ile to by kosztowało? No ze 30 złotech. Halinka pomyślała, że sąsiadka potrzebuje pieniędzy i zgodziła się pójść z nią do kurnika. Tam kogut siedział na najwyższej grzędzie. Ciekawe jak go się tu złapie. A sasiadka: zaraz go złapię…

I ta przeszło 90-letnia kobieta, w dodatku słabo widząca przez swoje grube okulary,zakręciła się po kurniku – kogut nie chciał się poddac i trepotał się po całym pomieszczeniu. A sąsiadka zakręciła się i podskoczyła i już go trymała za nogi. Wyciągnęła ręce zkogutem do Halinki , która nagle poznała, że to jest nasz największy kogut! W tamtym czasie, niedługo po naszym osiedleniu się tutaj, mieliśmy jeszcze 7 młodych kogucików, które lubiły  siadywać na gałęziach wielkeigo  drzewa czereśni skąd rankiem wszystkie piały na pobudkę. A koncert zaczynał ten właśnie największy kogut siedząc na płocie..Sąsiadka zgodziła się,że to nasz  kogut ipowiedziała: to niech on nie przychodzi do naszych kurów, bo go sama wsadzę do garka. I tak kupiliśmy naszego pięknego koguta,,który odzyskał wolnośc na naszym podwórku. Ale chyba dalej do tych kur chodził, jak to wolny kogut…