Kogut

31 grudnia 2012 | By | Add a Comment

Pewnego poranka, jak zwykle w lecie, kolejna grupka turystów, jak najczęściej bywa warszawskich , przybyła zwiedzić Galerię. Odwiedzili już saunę, domek gliniany, zobaczyli stare sprzęty dawnego gospodarstwa wiejskiego i wystawę fotografii – Rok na Warmii autorstwa Antoniego Soduły, i już w głównej sali galeryjnej słuchali opowieści gospodyni, oglądali zdjęcia z różnych wydarzeń galeryjnych, czytali artykuły prasowe o naszej tu działalności i o różnych ciekawych wydarzeniach, przeglądali dawniejsze wpisy do Złotej Księgi i na jej pierwszej stronicy zobaczyli uroczysty wpis: „Niech błogosławieństwo Boże zstąpi na ten dom, na wszystkich tu mieszkających, na wszystkich gości…”

Ksiądz Kapelan Galerii powierzał Nas i Ich nieustającej Bożej Opiece!
O! To ja wam opowiem co przeżyliśmy dziś w nocy w miejscu, w którym mieszkamy na wakacjach, w sąsiedniej wiosce, za jeziorem Hańcza – w Błaskowiźnie! My zamieniliśmy się w słuch a Pani Turystka zaczęła opowieść. Spaliśmy sobie smacznie, to było pierwszej nocy po przyjeździe, gdy nagle usłyszałam jakiś krzyk dobiegający z nad jeziora.Mój mąż spał nadal więc zaczęłam go budzić, potrząsając: słuchaj – mówiłam- tam coś się dzieje! Najpierw przewrócił się na drugi bok ale wreszcie usiadł. Nasłuchiwaliśmy teraz oboje. Nad jeziorem ktoś krzyczał: POMOCY, POMOOCYY…!

Zerwaliśmy się razem i wybiegliśmy na podwórko…Nie było wątpliwości. Ktoś, dramatycznym głosem, wołał o pomoc!!! Biegnij tam…, chyba ktoś się topi w jeziorze – zawołałam do męża. Albo zaczekaj, ktoś idzie drogą… zawołam go żeby ci pomógł, bo to może być niebezpieczne, ratowany topielec może pociągnąć za sobą ratującego…
Akurat zaczęło świtać. Niedaleko, drogą szedł gospodarz, prowadząc rower z kanami na mleko.
Panie, zawołałam – niech pan pomoże, w jeziorze ktoś się topi i woła pomocy!
Ludzie ! Odpowiedział on, czyście poszaleli?! Już ze dwudziesty każe mi lecieć na pomoc a to przecież mój zmutowany, no wiecie, zmodyfikowany genetycznie, KOGUT tak się drze: POMOCYYY! Inne koguty normalnie pieją: KUKURYKU,KUKKURRYKUUU a ten zmutowany woła pomocy! Niech was ręka boska broni żebyście tam lecieli kogoś ratować, lepiej idzcie jeszcze spać, bo pora wczesna… No, wróciliśmy zaraz do swego pokoju ale zamiast spać, zaśmiewaliśmy się do bólu brzuchów i policzków z tego koguta zmodyfikowanego genetycznie i z naszego samarytańskiego porywu…

I my także pośmialiśmy się zdrowo, posłyszawszy tę opowieść. Tego żeśmy jeszcze tutaj nie słyszeli. Okazuje się, że nie tylko my mamy patent na opowiadanie Gościom. Warto czasem posłuchać co Gośćie mają nam do opowiedzenia…,nawet z życia miejscowego…
Bo przecież Łaska Pańska jednakowo nad Nami i nad Nimi… I choć z różnych stron przychodzimy to w to samo miejsce zmierzamy.

Dobrze być RAZEM !

comments