Skąd ten tytuł? A to zobaczymy później i to nie jeden raz! Ktoś obszedł cały świat pieszo, ktoś objechał rowerem, ktoś opłynął jachtem, ktoś przebywał na Alasce, ktoś wybrał się do Pernambuco, ktoś postawił nogę na księżycu, a ktoś skoczył z balonu- który wzniósł się do stratosfery- i wylądował na ziemi na spadochronie. 


My wybraliśmy spokojniejszy wariant podróży. Od 1985 roku, kiedy to postanowiliśmy nie wracac do miasta, z wakacji na kajakach, – zamieszkaliśmy na Suwalszczyźnie. Mówiąc w skrócie nasze miejsce na ziemi przesuwało się z dużych miast do sporej wioski położonej 15 km od Suwałk potem do mniejszej wioski znajdującej się 30 km od stolicy Suwalszczyzny a jak przyszedł czas emerytury osiedliśmy w małej wioseczce nad jeziorem Hańcza. Kiedy rozglądaliśmy się po okolicy aby wybrać siedlisko, z pośród sześciu gospodarstw dostępnych do kupna wybraliśmy najładniej położone , zaniedbane bo niezamieszkane od dziewięciu lat, ale najtańsze. Dwa lata przymierzaliśmy się do adaptacji naszej nowej siedziby i do zamieszkania w niej. W czasie jednej z odwiedzin tego miejsca spotkaliśmy pierwszych gości. Z opuszczonego świeronka , zagraconego starymi zepsutymi sprzętami a także starą słomą, po której biegały myszy porzucone przez poprzednich właścicieli, wychynęli jacyś ludzie z pytaniem czy to my jesteśmy gospodarzami tego miejsca, bo oni umieścili się tu na kilka dni i teraz prosili o pozwolenie. Powitaliśmy naszych pierwszych turystów z uśmiechem i po chwili rozmowy okazało się, że są oni profesorami z Krakowa, że specjalnie wybierają zaciszne ,ukryte miejsca, nie dbając o wygody, kiedy piszą książkę…Pytali o nasze plany na życie w tym „odludnym” miejscu i z niedowierzaniem odnieśli się do naszej odpowiedzi. Odpowiedzieliśmy dość zaskakująco, że chcemy utworzyć tu domową galerię sztuk różnych, jako miejsce spotkań ludzi tutejszych i przybyszów z różnych stron świata. Piękny plan ale chyba nierealny powiedzieli. Po latach odwiedzili nas i podarowali napisaną wówczas książkę o epoce Marii Konopnickiej z dedykacją: ”Państwu Halinie i Maciejowi Mackiewiczom kustoszom mówiących rzeczy w Przełomce”. Udało się wam- zakrzyknęli zdumieni!

Różne były trudności i przygody na naszej drodze do GALERYI. Pewnego słonecznego południa spotkaliśmy się tu na trawie między starymi budynkami z parą znajomych architektów żeby poradzili nam od czego zacząc. Wyremontujcie chocby jeden pokoik i zacznijcie w nim pomieszkiwać a zobaczycie , że dalej się ułoży… powiedzieli, wspominając własne doświadczenia. I tak się stało.
W czasie takiego, jeszcze niepełnego, pomieszkiwania majstrowie w kuchni naprawiali „masinę” czyli piec kuchenny i tynkowali ściany. Halinka w tym czasie gotowała w przyszłej sali galeryjnej krupnik na maszynce elektrycznej. Spacerowała po tej Sali i narzekała: „co ja tu będę robiła, co będę robiła, czy mam chodzic do lasu liczyc drzewa?” Pan Józef główny majster zawołał kiwając palcem: „doktorku idzie tu do nas to mu co powiemy…”. Podszedłem do niego – mówi Maciek – a majster z troską powiada:” u nas baby to tak nie narzekają”. Wcale nie narzekają? Niemożliwe odparł doktorek i spytał a jak się zdarzy , że narzekają to co wy robicie? Chciał pozyskac receptę na narzekanie. Padła niespodziewana odpowiedź: „ jak narzekają to my podejdziem blisko , tupniem nogą i krzykniem –ścichnij babo!” Doktorek uradowany pobiegł do Sali i zrobił jak mu majster powiedział. A Halinka w śmiech i tak narzekanie się skończyło…Ale to nie koniec tej opowiastki bo następnego dnia poszła Halinka do sąsiadki do stodoły, gdzie akurat kilka kobiet wioskowych wiło wianek dożynkowy na konkurs. Zapragnęły sprawdzić umiejętności nowej sąsiadki w tym wiciu wianka ale ona od razu uznała, że tak jak one tego robic nie umie. Więc spytały jak się jej podoba w Przełomce. Wszystko mi się podoba tylko jedno mi się nie podoba, że tak siedzicie pod pantoflem u chłopów- ścichnij babo- zacytowała. Oburzyły się kobiety :” kto jej takich pierdół naopowiadał?” A najstarsza wzięła Halinkę pod ramię i pouczyła, że w tej wiosce to dlatego jest tak dobrze, że gospodyni do gospodarza tylko jeden raz mówi co ma być zrobione, tylko jeden raz – powtórzyła i jest zrobione! Halinka w podskokach wróciła do naszej chałupy i już od drzwi wołała – Maciek ! my się do tej wioski zupełnie nie nadajemy, tu jest bardzo wysoka kultura współżycia domowego i powtórzyła „gospodyni tylko raz powie…”