Sąsiadka z Przełomki  przyprowadziła pewnego letniego dnia swoich gości, żeby zwiedzili naszą Galerię. Oprowadziliśmy ich po wystawce starych sprzętów gospodarstwa wiejskiego, pokazaliśmy domek ze słomy i gliny, czarną banię z kąpielą w stawie i wreszcie znaleźliśmy się w dużej Sali galeryjnej zwanej Galerią Spotkań. W międzyczasie goście opowiedzieli o sobie: są młodym małżeństwem na razie bezdzietnym, pracują  już kilkanaście lat w Londynie, w firmie sprzątającej gdzie zapoznali się z naszą sąsiadką, która też tam pracowała zanim wróciła do domu. W Sali galerii spotkań obejrzeli różne eksponaty – „allelujki” to znaczy „chwilki radości” namalowane przez Halinkę, trochę moich zdjęc  z różnych wydarzeń, spotkań i z tutejszej przyrody, zaciekawili się stolikiem prac dzieci, wspomnieli, że chcą ich mieć kilkoro, zerknęli do Księgi Gości, po czym  zasiedliśmy do herbatki przy małym stoliku. I jak zwykle rozpoczęły się rozmowy „ o życiu” – „jak to u was, jak u nas?”  


I wtedy (to dygresja) przypomnieliśmy sobie o niedawno otrzymanym liście od pani Leokadii która niedawno odwiedziła nas ze swoim mężem emerytowanym leśnikiem, opowiedziała o swoich działaniach kulturalnych na wsi i o tym, że też już jest emerytką i jako „zasłużona działaczka kultury” nadal amatorsko podejmuje różne akcje szczególnie dla dzieci…Tu uścisnęły się z Halinką, która też kiedyś otrzymała taką odznakę Ministra Kultury i wysłuchując naszych opowiadań pani  Leokadia obiecała przysłanie specjalnego listu!

Wracając do opowieści o Polakach z Londynu , w tym momencie  wygrzebałem ten list ze stosika różnych tekstów i z wielkim  namaszczeniem przeczytałem go gościom.

A oto ten list:

Duże wrażenie wywarł ten wiersz na naszych gościach. Wzruszony mąż i przyszły ojciec wstał, spojrzał przez okno na zieloną łąkę i kępy drzew ,krzewów i kwiatów lipcowych i sąsiedzką chatę, ogrodzoną sztachetowym płotem i żwirową drogę w pobliżu, wszystko w blasku letniego  słońca, po czym odsunął się trochę od okna i w przestrzeni między sobą i oknem rękoma narysował stół, wskazał krzesła, na których będą siedziały nasze dzieci –powiedział do żony a tu my, wskazał domniemany szczyt stołu. Wszyscy ucieszyliśmy się z tej pięknej wizji…, wizji, która organizuje przyszłośc!  I zaraz oboje małżonkowie zaczęli opowiadac o swoich zamiarach powrotu do Polski. Pożegnaliśmy się serdecznie, choć – jak zwykle- powiedzieliśmy, że my się nigdy nie żegnamy lecz zawsze witamy … i zapraszamy.